sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 7.



Warszawa, 28 maja 2009 rok

Witaj Turystko,


   Cieszę się, że odpoczęłaś parę dni po maturze. Rok temu sam byłem w Krakowie, więc wiem, jak cudowne to miasto. 
   Naprawdę przyjedziesz do Warszawy? To taka dobra wiadomość! Dowiedz się proszę jak najszybciej kiedy będziesz w Warszawie i daj mi znać, jeśli wszystko dojdzie do skutku. Nie musiałbym dłużej marzyć o spotkaniu z tobą, bo byłabyś przez te parę dni tam blisko. 
   Polubiłem cię przez ten czas, od kiedy piszemy ze sobą listy. I naprawdę nie mogę się doczekać, aż znów Cię zobaczę. Listy są świetną sprawą, jednak rozmowa twarzą w twarz to zupełnie coś innego. Obiecaj, że kiedyś spędzimy wieczór nad Wisłą, gdy będziesz Warszawie, a później nad Wartą, gdy ja przybędę do Poznania.
  Czas leci. Mijają sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące od momentu, gdy pierwszy raz Cię ujrzałem. Każdego dnia zastanawiam się, co było, gdybym pobiegł wtedy za tobą i oddał bym Ci twoją zgubę. Możliwe, że wzięłabyś ją, podziękowała i wsiadła szybko do swojego pociągu. A ja wtedy wpatrywałem się w twoje zdjęcie, a nim się obejrzałem, Ciebie już nie było. Nie mówiłem Ci tego, bo jakoś nie uważałem, aby było to ważne. Ale teraz, wiem, że gdybym postąpił wtedy zupełnie inaczej, to dziś nie oczekiwałbym każdego dnia na list od Ciebie. Dobrze zrobiłem, że odesłałem Ci pocztą to, co do Ciebie należało.
   Wiesz, potrafię codziennie zaglądać do skrzynki z nadzieją, że coś będzie na mnie czekało, chociaż wiem, że nic tam nie będzie. Łudzę się, bo lubię czytać listy od Ciebie. Zwłaszcza z tak dobrymi wiadomościami, jak ostatnio. Wierzę, że nic się nie zmieni i wkrótce się spotkamy. 
    Gdy tylko zaliczę wszystko na studiach, to wedle twojej prośby wsiadam w pociąg i jestem u Ciebie, w Poznaniu. Nie martw się, teraz ja Ci to obiecuję. Sam żądam, abyś obiecywała mi, że się spotkamy, więc teraz obiecuję, że przyjadę. Nie martw się, ja obietnic dotrzymuje zawsze. Więc przygotuj się na to, że będziesz musiała mi pokazać Stary Rynek i leżeć ze mną na trawie nad Wartą!
  I wcale, ale to wcale nie jesteś szalona! Jesteś uroczą dziewczyną, która chce się ze mną spotkać.

Pozdrawiam, 
Warszawiak

~~~~

 Poznań, 2 czerwca 2009 rok

Cześć Ksawery,

   Dziś też mam dobre wiadomości. Klaudia dogadała się ze swoim wujkiem, więc zacznij liczyć dni do naszego spotkania. Ale może od początku, abyś wiedział ile dni zostało do mojego przyjazdu do Warszawy, ale też ile tam będę.
  Jej wujek wyjeżdża 24 czerwca, my przyjeżdżamy dwa dni wcześniej, 22 czerwca, aby pokazał nam całe mieszkanie i przekazał, jak zajmować się psami. Wraca 3 lipca, więc trochę w tej Warszawie będę i na pewno się spotkamy. W końcu obiecałam, prawda? 
   Ciekawi mnie, jak to będzie, gdy się spotkamy. Nie jestem marzycielką, więc w mojej głowie nie powstają różne opcje tego spotkania. Nie umiem sobie wyobrazić, co Ci powiem, gdy Cię zobaczę. Nie mam pojęcia, jak to będzie wyglądało. Jest to dla mnie wielką niewiadomą, którą chcę odkryć. Chcę Cię poznać Ksawery. Nie wiem naprawdę, jak to będzie, gdy staniemy obok siebie, twarzą w twarz. Gdy czytam twoje listy czuję się szczęśliwa, że mam kogoś, z kim mogę korespondować. Cieszę się, że nie oddałeś mi tego dowodu wtedy, tylko wysyłając go pocztą z małym szantażem, że dostanę twoje zdjęcie. 
   Wszystko może się zdarzyć, gdy się spotkamy. Może się okazać, że wcale nie jesteś takim chłopakiem, jakim mi się wydajesz, gdy czytam twoje listy. Możesz okazać się seryjnym mordercą, albo wyglądać zupełnie inaczej, niż na zdjęciu. Albo wysyłać zdjęcie kogoś innego, a tak naprawdę możesz być facetem po pięćdziesiątce. No, przed chwilą pisałam, że nie jestem marzycielką, a wyobraźnię to mam niezłą, co? Tak naprawdę nie wierzę w to, co napisałam. Przecież widziałam Cię wtedy, poznałam po tym, jak wysłałeś mi to zdjęcie. Sama chyba już nie wiem, co piszę... Chyba chciałabym się już spotkać. Chociaż nie wiem, czego oczekuje po tym spotkaniu... Chyba coś nie dobrego ze mną się dzieje, ale jeszcze nie wiem co. Jak się dowiem - dam znać!
   Możliwe, że przed Warszawą skoczę jeszcze na parę dni do Gdańska. Czasem dobrze mieć rodzinę rozsypaną po całym świecie. Rodzina ze strony mamy jest z Wielkopolski, ale ze strony taty? Rzeszów, Gdańsk, Katowice... Tata obiecał właśnie swojemu bratu z Gdańska, że przyjedziemy do niego na parę dni. To będą naprawdę najdłuższe wakacje mojego życia i w ciągu ich chyba naprawdę wiele miast zwiedzę. 
  Na koniec zostawiam Ci mój numer telefonu, ale proszę Cię o jedno: skontaktuj się ze mną dopiero 23 czerwca, gdy będę w Warszawie. Zostańmy teraz przy listach, tak jest naprawdę fajnie, dobrze?
852 889 410.


Pozdrawiam, 
Emilia

___________
Dla Dominiki.Za wczoraj/dzisiaj. 
Będziesz jedną z niewielu osób, za którymi będę tęsknić. 

Kolejny nie wiem kiedy. Nie mam ochoty pisać tu nic dalej. Stworzyłam zbyt idealnych ludzi, a wczoraj/dzisiaj przekonałam się, że ideałów nie było, nie ma i nie będzie...

3 komentarze:

  1. jejciu! to co napisałaś na dole jest naprawdę strasznie, strasznie miłe! cieszę się, że będziesz mnie dobrze wspominać..:)
    i pamiętasz, już w zeszłe wakacje mówiłaś, że odwiedzisz mnie rowerkiem i nie wypaliło, więc może w tym roku się uda?;)
    Domi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale oni sobie słodzą w tych listach :D Ciekawi mnie jak będzie wyglądało to ich pierwsze spotkanie :)
    Czekam na nowy. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ideałów niestety ale nie ma, już dawno się o tym przekonałam...
    Jeśli teraz są zbyt idealni to wydaje mi się,że podczas ich pierwszego spotkania coś nie wypali.

    Marcy

    OdpowiedzUsuń