sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 7.



Warszawa, 28 maja 2009 rok

Witaj Turystko,


   Cieszę się, że odpoczęłaś parę dni po maturze. Rok temu sam byłem w Krakowie, więc wiem, jak cudowne to miasto. 
   Naprawdę przyjedziesz do Warszawy? To taka dobra wiadomość! Dowiedz się proszę jak najszybciej kiedy będziesz w Warszawie i daj mi znać, jeśli wszystko dojdzie do skutku. Nie musiałbym dłużej marzyć o spotkaniu z tobą, bo byłabyś przez te parę dni tam blisko. 
   Polubiłem cię przez ten czas, od kiedy piszemy ze sobą listy. I naprawdę nie mogę się doczekać, aż znów Cię zobaczę. Listy są świetną sprawą, jednak rozmowa twarzą w twarz to zupełnie coś innego. Obiecaj, że kiedyś spędzimy wieczór nad Wisłą, gdy będziesz Warszawie, a później nad Wartą, gdy ja przybędę do Poznania.
  Czas leci. Mijają sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące od momentu, gdy pierwszy raz Cię ujrzałem. Każdego dnia zastanawiam się, co było, gdybym pobiegł wtedy za tobą i oddał bym Ci twoją zgubę. Możliwe, że wzięłabyś ją, podziękowała i wsiadła szybko do swojego pociągu. A ja wtedy wpatrywałem się w twoje zdjęcie, a nim się obejrzałem, Ciebie już nie było. Nie mówiłem Ci tego, bo jakoś nie uważałem, aby było to ważne. Ale teraz, wiem, że gdybym postąpił wtedy zupełnie inaczej, to dziś nie oczekiwałbym każdego dnia na list od Ciebie. Dobrze zrobiłem, że odesłałem Ci pocztą to, co do Ciebie należało.
   Wiesz, potrafię codziennie zaglądać do skrzynki z nadzieją, że coś będzie na mnie czekało, chociaż wiem, że nic tam nie będzie. Łudzę się, bo lubię czytać listy od Ciebie. Zwłaszcza z tak dobrymi wiadomościami, jak ostatnio. Wierzę, że nic się nie zmieni i wkrótce się spotkamy. 
    Gdy tylko zaliczę wszystko na studiach, to wedle twojej prośby wsiadam w pociąg i jestem u Ciebie, w Poznaniu. Nie martw się, teraz ja Ci to obiecuję. Sam żądam, abyś obiecywała mi, że się spotkamy, więc teraz obiecuję, że przyjadę. Nie martw się, ja obietnic dotrzymuje zawsze. Więc przygotuj się na to, że będziesz musiała mi pokazać Stary Rynek i leżeć ze mną na trawie nad Wartą!
  I wcale, ale to wcale nie jesteś szalona! Jesteś uroczą dziewczyną, która chce się ze mną spotkać.

Pozdrawiam, 
Warszawiak

~~~~

 Poznań, 2 czerwca 2009 rok

Cześć Ksawery,

   Dziś też mam dobre wiadomości. Klaudia dogadała się ze swoim wujkiem, więc zacznij liczyć dni do naszego spotkania. Ale może od początku, abyś wiedział ile dni zostało do mojego przyjazdu do Warszawy, ale też ile tam będę.
  Jej wujek wyjeżdża 24 czerwca, my przyjeżdżamy dwa dni wcześniej, 22 czerwca, aby pokazał nam całe mieszkanie i przekazał, jak zajmować się psami. Wraca 3 lipca, więc trochę w tej Warszawie będę i na pewno się spotkamy. W końcu obiecałam, prawda? 
   Ciekawi mnie, jak to będzie, gdy się spotkamy. Nie jestem marzycielką, więc w mojej głowie nie powstają różne opcje tego spotkania. Nie umiem sobie wyobrazić, co Ci powiem, gdy Cię zobaczę. Nie mam pojęcia, jak to będzie wyglądało. Jest to dla mnie wielką niewiadomą, którą chcę odkryć. Chcę Cię poznać Ksawery. Nie wiem naprawdę, jak to będzie, gdy staniemy obok siebie, twarzą w twarz. Gdy czytam twoje listy czuję się szczęśliwa, że mam kogoś, z kim mogę korespondować. Cieszę się, że nie oddałeś mi tego dowodu wtedy, tylko wysyłając go pocztą z małym szantażem, że dostanę twoje zdjęcie. 
   Wszystko może się zdarzyć, gdy się spotkamy. Może się okazać, że wcale nie jesteś takim chłopakiem, jakim mi się wydajesz, gdy czytam twoje listy. Możesz okazać się seryjnym mordercą, albo wyglądać zupełnie inaczej, niż na zdjęciu. Albo wysyłać zdjęcie kogoś innego, a tak naprawdę możesz być facetem po pięćdziesiątce. No, przed chwilą pisałam, że nie jestem marzycielką, a wyobraźnię to mam niezłą, co? Tak naprawdę nie wierzę w to, co napisałam. Przecież widziałam Cię wtedy, poznałam po tym, jak wysłałeś mi to zdjęcie. Sama chyba już nie wiem, co piszę... Chyba chciałabym się już spotkać. Chociaż nie wiem, czego oczekuje po tym spotkaniu... Chyba coś nie dobrego ze mną się dzieje, ale jeszcze nie wiem co. Jak się dowiem - dam znać!
   Możliwe, że przed Warszawą skoczę jeszcze na parę dni do Gdańska. Czasem dobrze mieć rodzinę rozsypaną po całym świecie. Rodzina ze strony mamy jest z Wielkopolski, ale ze strony taty? Rzeszów, Gdańsk, Katowice... Tata obiecał właśnie swojemu bratu z Gdańska, że przyjedziemy do niego na parę dni. To będą naprawdę najdłuższe wakacje mojego życia i w ciągu ich chyba naprawdę wiele miast zwiedzę. 
  Na koniec zostawiam Ci mój numer telefonu, ale proszę Cię o jedno: skontaktuj się ze mną dopiero 23 czerwca, gdy będę w Warszawie. Zostańmy teraz przy listach, tak jest naprawdę fajnie, dobrze?
852 889 410.


Pozdrawiam, 
Emilia

___________
Dla Dominiki.Za wczoraj/dzisiaj. 
Będziesz jedną z niewielu osób, za którymi będę tęsknić. 

Kolejny nie wiem kiedy. Nie mam ochoty pisać tu nic dalej. Stworzyłam zbyt idealnych ludzi, a wczoraj/dzisiaj przekonałam się, że ideałów nie było, nie ma i nie będzie...

czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 6.



Warszawa, 11 maja 2009 rok

Witaj Emilko,


     Rozumiem, że masz maturę i wysłałaś krótszy list. Ważne, abyś skupiła się teraz na tym, aby napisać jak najlepiej. I trzymam za słowo, że gdy skończysz je pisać, to dostanę dłuższy list od Ciebie.
Owszem, wybiegłem trochę w daleką przyszłość z tymi dziećmi, ale nic w życiu nie dzieje się przez przypadek, tak mi się wydaję. To, że zgubiłaś dowód, a ja go znalazłem na pewno nie jest przypadkiem. Los chciał, abyśmy się poznali. I wierzę w twoje słowa, że się spotkamy.
     Chcesz, abym opowiedział jeszcze o sobie, więc tak zrobię. Wiesz, Ty masz starszych braci i się z tego ciesz, naprawdę. Ja mając Franka, 5 lat młodszego brata zawsze musiałem się nim opiekować. On mógł mi psuć wszystko, mógł mnie bić, a gdy tylko ja mu coś zrobiłem, to biegł z płaczem do mojej matki, która oczywiście wyzywała mnie, że zaczynam się w młodszego brata, który nic nie rozumie. Nawet, jeśli to Franciszek zaczynał... Zawsze chował się za moją mamą i śmiał pokazując mi język. Dziś już nie jest małym chłopcem, na całe szczęście, bo zapewne różne sytuacje miałby by miejsce, gdy się spotykamy.
      Kiedy ostatnio jechałem tramwajem siedziałem przy oknie i obserwowałem ludzi, którzy się gdzieś śpieszyli. Ja nigdzie się nie śpieszę. Cieszę się chwilą. Wspominam wszystko, co dobrego spotkało mnie. Wszystkich życzliwe osoby, jakie los postawił mi na mojej drodze. 
Jedną z tych osób jesteś właśnie Ty. Ktoś mógłby powiedzieć, że takie historie są zawarte tylko w książkach, jednak my jesteśmy żywym przykładem osób, które nie znając się piszą do siebie listy.
     Wiesz, chciałbym, abyś była bliżej. Mieszkała tu, obok mnie. Chciałbym móc spotykać się z tobą codziennie. Leżeć nad Wisłą obok Ciebie wieczorem, wpatrywać się w gwiazdy i porównywać, czy są piękniejsze, niż ty, choć każdy wie, że nikt, ani nic nie jest piękniejsze od Ciebie. 
Chciałbym, abyś po prostu była bliżej, przecież to nie wiele. U nas nie ma takich dziewczyn, jak ty. Wszystkie gonią za sławą, bo myślą, że w takim mieście, jak Warszawa łatwo się wybić. Myślą, że ładny wygląd, krótka spódniczka i duży dekolt im wystarczą, aby stać się gwiazdą filmową. 
Cieszę się, że ty taka nie jesteś. Jesteś zwyczajna dziewczyną, którą tak bardzo chciałbym poznać. To tak niewiele, a jednak tak dużo. 
   W porównaniu do moich znajomych ze studiów jestem spokojnym chłopakiem. Oni w każdy weekend imprezują, ja nie. Nie bawi mnie to wcale. Nie chcę mieć wokół siebie stada piszczących dziewczyn. Nie chcę być łamaczem serc. Zupełnie to do mnie nie pasuje, dlatego unikam imprez w nadmiarze. 
    Ostatnio naprawdę dużo myślę. O wszystkim. I w moich myślach dużo Ciebie. I wyobrażenia momentu, gdy się spotkamy. Choć nie wiem, kiedy to nastąpi, to marze, jak to będzie.
Jednak nasze prawdziwe spotkanie nie będzie takie, jak w moich marzeniach. Będzie o wiele lepsze, bo będziesz naprawdę obok.


Marzyciel,
Ksawery


~~~~


Kraków, 25 maja 2009 rok


Witaj Marzycielu,


   Jak zauważyłeś piszę dziś z Krakowa. Szalony wyjazd z małą grupką znajomych z liceum, który zaczął się zaraz po ostatnim dniu, a kończy się jutro, 26 maja. Obiecałam Ci, że po mojej maturze to ja napiszę dłuższy list i przepraszam, że robię to dopiero dziś. 
   Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, że to koniec mojego życia w Poznańskiej Marii Magdalenie! Uparłam się na najlepsze liceum, a momentami było naprawdę ciężko. Dodatkowo też moja klasa pozostawiała wiele do życzenia, nigdy nie byliśmy zgrani. Była to grupa 25 indywidualistów. Nigdy nie potrafiliśmy się dogadać, a osoby, z którymi jestem w Krakowie, to piątka z równoległej klasy, ale o innym profilu. Z nimi czuję się naprawdę dobrze, a moja klasa była taka... taka...no brak mi słowa, że momentami to nie miałam ochoty iść do szkoły i wolałabym cały dzień jeździć komunikacją miejską, niż przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu. Ale to już koniec, jestem szczęśliwa!
   Tak naprawdę ten wyjazd wyszedł bardzo spontanicznie, bo 16 maja przyszła do mnie Ulka, pytając czy zabieram się z nimi, bo mają jedno wolne miejsce. Nie musiała mnie długo namawiać, 3 dni później wyruszyłam razem z nimi.
  Kraków to bardzo ciekawe miasto, jak dla mnie łatwiejsze do ogarnięcia, niż Warszawa. Nie zgubiłam się, a wczoraj nawet sama wyruszyłam z aparatem, gdy wrócę prześle Ci jakieś zdjęcie. I spokojnie, dowód mam cały czas, pilnuje go cały czas, a bilety na pociąg miał cały czas Kacper, chłopak Uli. Ja trzymałam od nich ręce z daleka, nie chcą, abym znów zgubiła to, co dało początek naszej znajomości. Jeden Ksawery, z którym pisze listy w zupełności mi wystarcza. 
   Wiesz, że w drugiej połowie czerwca planujemy z Ulką, Kacprem, Hubertem, Piotrkiem i Klaudią pojechać do Warszawy. Wujek Klaudii ma tam mieszkanie, a tak się składa, że nie będzie go przez paręnaście dni, a nie ma kto się zająć jego psami, dlatego poprosił swoją siostrzenicę, aby przyjechała, a ta od razu zakomunikowała, że weźmie ze sobą znajomych. Więc jeśli nic się nie zmieni, to przez parę dni będę mieszkała w Warszawie, a ty będziesz miał mnie bliżej, jeśli tylko znajdziesz czas dla mnie!
   Może nawet sam ocenisz, czy oby na pewno jestem ładniejsza, niż gwiazdy, które świecą nad Wisłą. Bo ja wczoraj nie byłam w stanie tego stwierdzić, choć całą grupą wieczór spędziliśmy na trawie nad najdłuższą rzeką w Polsce. Może po prostu nie umiem porównać dobrze siebie i gwiazd? Albo nie jestem od nich piękniejsza? 
    Chciałabym się spotkać, zobaczymy, czy Klaudia się nie rozmyśli, aby nas zabrać. A jak nie, to Ty wsiadasz w pociąg i przyjeżdżasz do mnie, do Poznania, co? W sumie i tak masz przyjechać, bo chce ci pokazać Stary Rynek.
     Czy jestem odważna zapraszając chłopaka do mojego miasta? Dodam chłopaka, którego widziałam raz, którego znam tylko z listów? To tylko chęć poznania Ciebie bardziej.
    Może jestem szalona, że chcę się z tobą spotkać, gdy przyjadę z Klaudią i resztą, ale naprawdę Cię polubiłam Ksawery. I może będę żałowała swojej decyzji, ale naprawdę chciałabym się z Tobą spotkać. 
   Gdy dowiem się czegoś więcej od Klaudii o tym, czy pojedziemy do Warszawy dam Ci znać.,

Pozdrawiam,
Turystka

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 5.



Olsztyn, 1 maja 2009 rok


Witaj Urocza,


   Przepraszam, że odpisuje dopiero dziś. Mam nadzieję, że nie pomyślałaś, iż się obraziłem. Wcale nie! Jak sama zapewne zauważyłaś piszę z Olsztyna, gdzie obecnie jestem. Moja babcia wylądowała w szpitalu, a ja, jako jej ukochany wnuczek nie mogłem pozwolić, by spędzała samotnie dni w białej sali. Wsiadłem w pierwszy pociąg i do niej przyjechałem. Była w kościele, gdy gorzej się poczuła, a jej sąsiadka zadzwoniła po pogotowie i tak lekarze postanowili, że zostanie na obserwacji, a oni zrobią jej badania, przed którymi tak bardzo uciekała miesiącami. Na szczęście wszystko jest już dobrze i dziś opuściła szpital, dlatego odpisuje. Zostanę u niej jaszcza dwa, trzy dni, więc spokojnie pisz na warszawski adres. 
   Pytałaś, czy tęsknie za Olsztynem. Teraz, gdy tu jestem dopiero wiem, że tęsknie. Tęsknie każdego dnia do pierwszych lat dzieciństwa, chociaż tak naprawdę o tym nie wiem. Tu przeżyłem pierwszą przejażdżkę rowerem, tu pierwszy raz pobiłem się z kolegą o to, kto ma lepszą wyścigówkę. Mam wiele wspomnień z tym miastem. Tu mam prawie całą rodzinę. Gdy jestem w Warszawie nie odczuwam tego, jak bardzo za nimi tęsknie. 
   Dlaczego moi rodzice przeprowadzili się do Warszawy razem ze mną i Frankiem? Chyba standardowy powód: ojciec dostał awans. Początkowo mieliśmy mieszkać w stolicy tylko rok, lub dwa do czasu, aż w Olsztynie nie otworzą nowego oddziału, ale gdy tak się stało mój ojciec stwierdził, że życie w Warszawie podoba mu się bardziej, a ja jako siedmioletnie dziecko nie miałem nic do powiedzenia.
   Pytałaś też, co robię w wolnym czasie i ilu mam przyjaciół. W wolnym czasie działam spontanicznie. Rzadko coś planuje, po prostu biorę samochód lub wsiadam w inny środek transportu i gdzieś jadę. Albo do centrum, albo spotkać się gdzieś z kumplami. Ich nie mam wielu, wystarczy mi ich tylko paru, wolę mieć takich prawdziwych, niż takich, którzy chcą mnie zniszczyć.
Jako, że ojciec kiedyś uwielbiam podróże byłem na Alasce, w Bułgarii, Egipcie, Rosji, Portugalii, Francji, Wielkiej Brytanii... Chyba o niczym nie zapomniałem, a jeśli tak, to niestety nie wiem, czego mogłem zapomnieć.
   Na studiach idzie mi naprawdę dobrze, chociaż uwierz, że mało siedzę przy książkach i notatkach.. Robię to przed sesją, wcześniej zwyczajnie mi się nie chce, jak to mi.
Odpowiedziałem na twoje pytania. Wiesz trochę więcej już o mnie, teraz ja oczekuje, że opowiesz mi coś o sobie. 
   Wiesz, opowiadałem o Tobie mojej babci. Słuchała mnie uważnie, a na końcu stwierdziła, że się spotkamy, a później też i też i też... Śmiała się, że ona zawsze marzyła, aby poznać tak swojego przyszłego męża. Jednak dziadka znała od zawsze, wychowali się na tym samym osiedlu i bawili się w tej samej piaskownicy. Ma nadzieję, że ja spełnię jej marzenie. Ale przecież nie mogę cię zmusić do tego, byś spełniła marzenie mojej babci, bo teraz stwierdziła, że chce, abyś ty była moją przyszłą żoną. Swoją drogą mielibyśmy co opowiadać swoim dzieciom, nie sądzisz? Było by to mniej więcej tak:
-Mamo, a jak poznałaś tatę?

-Zgubiłam dowód, a on znalazł go i wysłał mi pocztą, a później długi czas pisaliśmy ze sobą listy..     Zakochaliśmy się w sobie i jesteśmy ze sobą na dobre i złe.
    Wiesz, to by było całkiem cudowne i urocze, prawie tak samo urocze jak ty! Chociaż nikt nie jest tak uroczy, ja ty. Wyglądasz jak gwiazda z niema, która świeci specjalnie dla mnie.
Obiecaj, że się kiedyś spotkamy...


Pozdrawiam, 
Ksawery

~~~~

Poznań, 5 maja 2009 rok

Witam Marzyciela,

   Chyba trochę wybiegłeś w daleką, daleką przyszłość z tą końcówką listu, wiesz?  Tym bardziej, że nikt nie powiedział, że będziemy do siebie pasować. Ba, nawet nikt nie powiedział, że gdy spotkamy się chociaż raz, to tych kolejnych spotkać dojdzie. 
   Dziś drugi dzień moich matur, nie jest tak źle, jak myślałam. Wczoraj miałam mały stres, ale szybko przeszło i wcale nie było tak źle. Raczej poszło mi dobrze, ale wolę tego nie mówić głośno, bo później może się okazać, że skopałam nawet najprostsze zadania! 
   Cieszę się, że z twoją babcią wszystko dobrze. Najważniejsze, że byłeś przy niej, listy do mnie zeszły na dalszy plan i chwała Ci za to! Rodzina najważniejsza, pamiętaj to zawsze! 
   Ja mam tylko jedna przyjaciółkę, w wolnym czasie siedzę nad Wartą i Starym Rynku. Byłam tylko we Francji. To tak krótko o mnie. Mam psa, a raczej miałam, teraz mieszka on z moimi rodzicami. 
Wybacz, że dziś tak krótko, ale muszę się wyspać, aby nie zaspać jutro. Obiecuję, że gdy moje matury się skończą, to napiszę dłuższy list!
   Obiecuję, że spotkamy się kiedyś... Naprawdę obiecuję!
   Opowiedz mi jeszcze coś o sobie, dobrze? Lubię naprawdę, gdy piszesz o sobie. 

Emilka

______________

Wiecie, chciałabym mieć takiego Ksawerego....
Trzeci rozdział w tym tygodniu, nawet nikt mnie o niego nie nękał, to chyba źle.
Teraz spodziewajcie się nowego w czwartek. W piątek nie będę miała czasu, aby zaprzątać sobie głowę dodaniem tu rozdziału. 

Pozdrawiam. 

piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 4.

Wyciągnęła z kartonu zdjęcie chłopaka, widoku, jaki jej przesłał i książkę, z kartką. Uśmiechnęła się sama do siebie. Wszystko zatrzymała licząc, że kiedyś pokaże je dzieciom, lub wnukom opowiadając im ich historie... Wyciągnęła list, który dostała wraz z prezentem na urodziny.

~~~~

Warszawa,  16 kwietnia 2009 rok
Witam Solenizantkę!

   Jutro twoje urodziny, a właściwie to dziś, bo czytasz ten list w dniu, gdy je obchodzisz. Jak sama zauważyłaś dotrzymałem słowa. Jest kartka, czekolada i książka i mój list, którego zapewne nie masz ochoty czytać, bo urodziny powinno się spędzić poza domem z przyjaciółmi, lub rodziną. Jednak ja mam cichą nadzieję, że chociaż te pięć minutek dla mnie znalazłaś, a jeśli nie, to wiedz, że jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, chociaż sądzę, że jednak znalazłaś, nie zrobiłabyś mi tego. I sobie, bo przecież listy ode mnie sprawiają, że się uśmiechasz.
   Wiesz, mam pewność, że do lutego nadal będziemy ze sobą pisać, a nawet jeszcze dłużej. Więc zacznę myśleć nad tym, co chciałbym dostać, pewnego dnia Cię o tym poinformuję. Mnie się tak szybko nie pozbędziesz, tym bardziej gdy jesteś tak śliczna i mam już twoje dwa zdjęcia. I mam twój adres, więc jeśli byś nie odpisywała, to zawsze mogę przyjechać i złożyć Ci nie zapowiedzianą wizytę.
   Obiecaj mi, że kiedyś się spotkamy. Wiem, że nie znamy się długo.. A raczej wcale się nie znamy. Po prostu okazałem się znalazcą twojego kawałka plastiku, jak to określiłaś i napisałem jeden list, a ten już jest czwarty. Czuję, że jesteśmy sobie pisani, mimo iż dzieli nas taka odległość, którą przecież i tak idzie pokonać. 
   Wiem, że propozycja spotkania jest szalona. Ale czy czasem nie warto zrobić coś, czego nigdy by się nie zrobiło. Nawet, jeśli mielibyśmy spotkać się za rok. Przyjadę do Poznania, gdy tylko będę mógł i gdy ty zdecydujesz się, że chcesz mnie poznać. Chciałbym, aby nie trwało to długo. Ale będę czekał tak długo, jak będzie trzeba, aby zobaczyć twą cudowną twarz po raz kolejny. 
   A na sam koniec mojego listu życzę Ci, abyś napisała maturę z każdego przedmiotu na 100 procent, cieszyła się życiem, uśmiechała każdego dnia, aby Twój Lech Poznań grał jak najlepiej. Chcę też, abyś spotkała się ze mną i życzę Tobie, abyś się zgodziła. I tego, abyś zawsze była taka piękna, jak jesteś. Spełniaj także marzenia! 


Szalony mieszkaniec Warszawy,
Ksawery


~~~~




Poznań, 22 kwietnia 2009 rok


Witam Szalonego Mieszkańca Warszawy!

   Dziękuje Ci za prezent i życzenia. List czytałam w moje urodziny. Zrobiłam sobie wolne od szkoły, dzięki czemu poranek spędziłam w domu i odebrałam paczkę i od razu zabrałam się do czytania, ale dopiero dziś jestem w stanie odpisać. Urodziny tak naprawdę miałam spędzić sama w domu, ale po południu przyszła do mnie koleżanka, a wieczorem wpadli moi starsi bracia i wyciągnęli mnie na jakąś imprezę. I tak później cały weekend leżałam i marudziłam, że boli mnie głowa, czyli leczyłam kaca. 
   Dni do matury jest coraz mniej, wszyscy moi znajomi siedzą w otoczeniu wielu książek, powtarzając wszystko, co się da. Tylko ja jestem dziwnie spokojna i siedząc nad Wartą spokojnie czytam streszczenia lektur na polski, bo zwyczajnie ich nie przeczytałam. Kocham książki, ale nie lektury, dlatego tylko nimi zajmuję się na ostatnią chwilę. Przecież w tak krótkim czasie nie nauczę się tego, na co miałam czas przez 3 lata. Jestem po prostu spokojna, choć kto wie, czy przed salą nie zje mnie stres! Będę jednak dobrej myśli.
   Możemy się spotkać, ale nie teraz. W sumie nie wiem czemu, ale chciałabym się spotkać, naprawdę! Tylko moje matury... dopóki nie będzie moich najdłuższych wakacji życia zostają listy. Później się zobaczymy, może się spotkamy, kto wie. Teraz jednak chciałabym się o tobie jak najwięcej dowiedzieć. Bo naprawdę niewiele nadal wiem.
   Masz na imię Ksawery, jesteś ode mnie starszy od dwa lata, masz młodszego brata Franciszka, kiedyś mieszkałeś w Olsztynie, dziś w Warszawie... Studiujesz prawo. I jesteś uroczym chłopakiem, który sprawia swoimi listami, że ciągle się uśmiecham. 

   Powiedz mi, co lubisz robić w wolnym czasie. Ilu masz przyjaciół... Jak idzie Ci na studiach? Tęsknisz za Olsztynem? Byłeś gdzieś jeszcze za granicą, oprócz Madrytu, gdzie widziałeś mecz Realu? Chcę tak wiele o tobie wiedzieć....
   Czekam na dłuższy list, niż zawsze, bo naprawdę uwielbiam to, jak piszesz. 


Pozdrawiam, 
Emilka

__________________


No to wedle tego co pisałam dodaję kolejny rozdział.
Nie podaję daty kolejnego dodania, proszę cierpliwie czekać, albo nękać mnie na gadu.

Testy gimnazjalne? Nie wypowiadam się, myślałam, że będzie lepiej...

Pozdrawiam

wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 3.


Warszawa, 5 kwietnia 2009 rok

Siemanko Emilio!

   To znów ja, ale na pewno wiesz po pieczątce na znaczku z widokiem na pałac kultury. Tak, zaopatrzyłem się w parę znaczków, aby nie musieć stać tak długo w kolejce na poczcie, które uwierz, u mnie są straszne. Wybrałem się nawet w podróż z aparatem po mieście i mam już ponad 10 zdjęć, które na pewno chcę Ci wysłać, leżą właśnie obok mnie, a ja próbuje zdecydować się, które wyślę Ci jako pierwsze. Uwierz, że to nie takie proste, kiedy lubi się tyle miejsc. Ale zaraz coś wybiorę, teraz przejdę do dalszej części listu, może jakoś mnie zaraz olśni! Fajnie by było, bo nie chcę wysyłać od razu wszystkich zdjęć.
   Cieszę się, że moje listy sprawiają uśmiech na Twojej twarzy. Mam cichą nadzieję, że z tym listem będzie podobnie.  Bo uśmiech to podstawa, nigdy nie wie się, kto i kiedy się w nim zakocha, także uśmiechaj się każdego dnia!
    Będę trzymał kciuki, aby twoja matura dobrze poszła, chociażby tak dobrze, jak moja. Dwa lata temu nie było tak źle, powiem nie skromnie, że byłem jednym z lepszych uczniów w mojej szkole, o ile nie najlepszym. Teraz studiuje prawo. Może mówią, że to jeden z trudniejszych kierunków, ale gdy już się dostaniesz, to naprawdę nie jest źle. A ty co chciałabyś studiować?
   I powiem Ci, że masz ogromne szczęście! Nie jestem kibicem Legii! Lech i Legia się nienawidzą, prawda? Byłem na paru meczach Polonii, ale żeby jej piłkarze mnie urzekli, to nie powiem. Niezbyt ciekawa gra. Nie to, co hiszpańska piłka! Udało mi się być na jednym z meczów Realu z Barceloną w Madrycie. I to się nazywa piłka, a nie taka gra Legii, czy Polonii, bo byłem nawet na derbach Warszawy. Co do twojego Poznania się nie wypowiadam, bo nie widziałem waszych piłkarzy w akcji, więc głupio by było, gdybym ich teraz oceniał.
   Dziękuje Ci bardzo za twoje zdjęcie, moje wieczory od razu stały się lepsze, gdy wpatruję się w twoją uroczą twarzyczkę. Mówił Ci już ktoś, że wyglądasz jak anioł zesłany z nieba, żeby te wszystkie tapetowane lalunie przejrzały na oczy? Twoje zdjęcia powinny być na okładkach najlepiej sprzedających się magazynów, a Ty powinnaś być wzorem dla tych wszystkich dziewczyn, które myślą, że z makijażem będą ładniejsze. Jesteś śliczna, może dostanę jeszcze jakieś twoje zdjęcie? Proszę, proszę, proszę!
   I tak, to byłem ja! Sprawdzałem, o której przyjeżdża pociąg mojego młodszego brata, Franciszka. A ty masz rodzeństwo?


Pozdrawiam,
Ksawery

~~~~

Poznań, 13 kwietnia 2009 rok

Witaj Ksawery,

   Dobrze, że zdecydowałeś się na jedno zdjęcie, bo gdybyś wysłał ich więcej, to byłabym skłonna wsiąść do pierwszego pociągu do Warszawy i zobaczyć te miejsca, które sfotografowałeś. A tak poczekam na moje najdłuższe wakacje życia i kto wie, może zawitam po raz kolejny i może tym razem znów na Ciebie wpadnę, albo zgubię dowód, a ty go znajdziesz!
   Zazdroszczę Ci tego, że byłeś na meczu Realu i Barcelony, to musiało być naprawdę cudowne przeżycie! Jak dla mnie Lech to najlepszy zespół na świecie, ale każdy ma swoje zdanie. Ale naprawdę mam ogromne szczęście, że nie kibicujesz Legii. I tak, Lech i Legia się nienawidzą.
   Mam dwóch starszych braci, Karola i Mateusza. Pierwszy jest w twoim wieku, a drugi jest o 3 lata starszy od Ciebie. Ja okazałam się nie planowanym dzieckiem, ale wszyscy się cieszą, że mnie mają, a najbardziej to moja mama, która miała dość mieszkania z trzema facetami pod jednym dachem i bała się, że ja również będę chłopakiem. I gdybym faktycznie nim była, to miałabym na imię Emil. Gdy okazało się, że urodziła się dziewczynka, a moja mama nie była przygotowana na taką opcję, to zrobili z Emila żeńską wersję i zostałam Emilią. 
   Wiesz, wcale nie jestem śliczna. I nie chciałabym być na okładkach magazynów. I nie jestem aniołem. Jestem zwykłą dziewczyną, która stawia na naturalność, a nie makijaż. A jak widać faceci wolą dziewczyny z makijażem, bo ja nadal jestem samotna... I nie składa się nic na to, by w najbliższym czasie coś miało się zmienić. 
  Ale niech Ci będzie, przesyłam kolejne moje zdjęcie i moje ukochane miejsce nad Wartą. Uwielbiam tam przesiadywać i czytać książki, dlatego wymyśliłam sobie, że chcę książkę na urodziny, choć wcale nie wierzę w to, że mi jakąś kupisz i wyślesz.
   I w sumie to nadal nie wiem, co chcę studiować i gdzie. Nigdy nie jestem na coś zdecydowana, wybieram na ostatnia chwilę, tak będzie i teraz.
   Żałuję, że twoje urodziny już były. Kupiłabym Ci coś, a tak będę musiała czekać do lutego, choć nikt nie ma pewności, czy do tego czasu nadal będziemy ze sobą pisać.

Emilia


_____________________
Tak jak mówiłam, ja potrafię zmienić zdanie i dodać wcześniej.
Ze specjalną dedykacją dla Dominiki, która chciała wcześniej rozdział.
Kolejny w piątek, już bez zmian.

Pozdrawiam, Irmina 

niedziela, 17 czerwca 2012

Rozdział 2.


Warszawa, 21 marca 2009 rok

Witaj Emilko,


   To mój drugi list do Ciebie, nie sądziłem, że tak szybko odpiszesz. Ale niezmiernie się z tego cieszę. Mam ten urok, że nawet kobiety, które mnie nie znają chcą mnie poznać.
   Serio zgubiłaś już jeden dowód? Ktoś widocznie nie był tak kochany jak ja, jeśli go znalazł. Mało na tym świecie ludzi, którzy od tak wydadzą parę złotych na znaczek i kopertę, żeby tylko oddać komuś jego własność, gdy nie mogą oddać osobiście czegoś, co należy... chociażby do Ciebie.
   Wiesz, naprawdę Ci wyślę kartkę na urodziny, a co do czekolady, to napisz mi jaką najbardziej lubisz, bo twoje urodziny za niecały miesiąc, a ja chcę trafić w twój gust. Książkę na pewno jakoś wybiorę, w sumie już teraz wiem, jaką dostaniesz! 
   Dla mnie Warszawa to wcale nie duże miasto. Spokojnie wszystko tu znajduje. I nie mam problemów z byciem punktualnym. Po prostu gdy wiem, że mogą czekać mnie korki na mieście, to zwyczajnie wyjeżdżam wcześniej z domu, po prostu przywykłem. Ty też mieszkając długo w Poznaniu wiesz, gdzie co jest, kiedy jest największy ruch... Tak ja jak znam Warszawę, tak ty znasz Poznań. I dla każdego z nas to właśnie miejsce zamieszkania jest najlepszym miejscem, jakie mamy. 
   Chociaż nie powiem, gdy w wieku pięciu lat przeprowadziłem się do stolicy naszego kraju, to było ciężko. Wszystko było takie wielkie, robiące wrażenie na małym dziecku, które mieszkało w innej części kraju i wszystko miało takie... zwykłe. Ale z czasem przywykłem do tego, że samochodów tu jest naprawdę dużo, wszystko jest duże i jak najlepsze. Z czasem po prostu coś, co mamy wydaję nam się zwyczajne, dla innych jest to niezwykłe. 
   Obiecuję, że kiedyś przyjadę do Poznania, a wtedy wypowiem się, co sądzę jako turysta o twoim mieście. Może okaże się dla mnie bardziej skomplikowane niż moja stolica, albo wszystko będzie dla mnie tak proste, jak nigdy. Obiecuje Ci, że kiedyś się przekonam i dam Ci o tym znać. 
   Tak jak wspomniałem w moim poprzednim liście wysyłam moje zdjęcie, jedyne jakie mam na chwilę obecną wywołane. Może poznasz we mnie chłopaka, którego mijałaś biegnąc na pociąg? Jeśli nie, to wiedz, że wiele straciłaś. Teraz jednak ja oczekuję, że dostanę twoje zdjęcie, bo moje wieczory są smutne, gdy nie mogę patrzeć na twą piękną twarz. Proszę skróć moją mękę! 

Pozdrawiam, 
Ksawery

~~~~
Poznań, 28 marca 2009 rok.

Cześć Ksawery,


   Zacznę od tego, że uwielbiam czekoladę Milkę, najlepiej malinową, zapamiętaj to! I nie lubię kryminałów, jeśli chodzi o książki. 
   Jak widać tylko ja jestem tak nierozgarnięta, że potrafię zgubić dowód osobisty i to nawet dwa razy. Ale na całe szczęście za tym drugim trafił w twoje ręce, dzięki czemu znów mam go w portfelu i staram się go lepiej pilnować, co chyba mi całkiem dobrze wychodzi. Obym nie zgubiła go znów, bo jedna osoba, z którą mogę pisać listy w zupełności mi wystarczy. 
   Wiesz, że cały czas się uśmiechałam, gdy czytałam twój list? Dobrze, że mój nauczyciel od geografii nie zauważył, że wcale nie jestem zajęta  słuchaniem jego wykładu o jakiś... mszakach chyba, tylko czytaniem listu od Ciebie. Niedługo matura, więc wszystko jak na złość strasznie dużo chcą nam przekazać, a jeszcze więcej wymagają. Jeśli ty jesteś po maturze, a sądzę, że jesteś, to strasznie Ci zazdroszczę, że masz to za sobą, bo ja już ledwie wiąże koniec z końcem.
   Serdecznie zapraszam Cię do Poznania! Nasz Stary Rynek jest bardzo uroczy, na pewno Ci się spodoba. I chętnie zabiorę Cię na Bułgarską i pokaże Stadion, na którym grają zawodnicy Poznańskiego Lecha! (Błagam, bylebyś nie był kibicem Legii! Ewentualnie możesz być za Polonią, byle nie Legią, błagam!). Wiele miejsc w Poznaniu jest godnych uwagi turysty i nie jest się w stanie zobaczyć ich w ciągu jednego dnia. 
   Dołączam też moje zdjęcie, które specjalnie dla Ciebie wywołałam. Widzisz, jestem lepsza, niż ty! Ale wybaczam Ci to, że dostałam jedyne, które miałeś, bo oddałeś mi ten kawałek plastiku, bez którego w niektórych miejscach nie dałabym sobie rady.
   Chyba Cię widziałam na dworcu. Stałeś przy tablicy i patrzyłeś na rozkład jazdy pociągów. Ale nie mam pewności, czy to byłeś ty. Liczę na to, że powiesz mi, czy się mylę, czy nie. 
   Mam pomysł! Za każdym razem wysyłajmy sobie zdjęcie jakiegoś miejsca z naszego miasta, które lubimy. Dzięki temu zwiedzimy miejsce zamieszkania drugiej osoby. Co ty na to?
Mam nadzieję, że teraz twoje wieczory będą już pełne uśmiechu, gdy masz już moje zdjęcie. Jeśli nie, to wcale nie były smutne przeze mnie.


Pozdrawiam, 
Emilia 



________

Cieszę się, że mam już więcej wiernych czytelników. Dziękuje też za komentarze pod pierwszym rozdziałem.
Myślę, że rozdziały będę dodawała w piątki i niedzielę, ale wcale nie mówię, że nie będzie jakiegoś wyjątku.
7 rozdziałów już mam i jak tak dalej pójdzie, to codziennie powinien powstawać kolejny, jeśli tylko znajdę czas.

Pozdrawiam, 
Irmina

piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 1.


 Warszawa, 13 marca 2009 roku

Witaj,
 
Znalazłem coś, co chyba należy do Ciebie, a raczej jestem tego pewny. Następnym razem uważaj, gdy szukasz biletu na pociąg w portfelu. Bo chyba nie chcesz wyrabiać dowodu po raz kolejny? Oddałbym Ci go osobiście, chcąc cię poznać, jednak trochę mi do Ciebie daleko, a nie mogę opuścić stolicy, a szkoda. 
Ładne masz zdjęcie na dowodzie, nawet myślałem nad tym, by sobie go zatrzymać i oglądać Cię. Ale jednak Ci go odsyłam, licząc, że kiedyś będzie dane nam się spotkać, jak myślisz? A jeśli nie, to chociaż mogłabyś odpisać. Bo na razie wiem jak się nazywasz, gdzie mieszkasz i kiedy masz urodziny. Zapiszę sobie tą datę i wyślę Ci ładną kartkę na urodziny, co ty na to? 
Żeby nie było, że wiem o tobie więcej, niż ty o mnie to powiem, że mam na imię Ksawery, urodziłem się 26 lutego 1988 roku, czyli jesteś ode mnie młodsza o dwa lata. Mieszkam w Warszawie, choć urodziłem się w Olsztynie. Jeszcze powinienem Ci wysłać moje zdjęcie, abyś wiedziała jak wyglądam, jednak... mały szantaż. Jak odpiszesz, to wyślę moje zdjęcie. 
Adres masz na kopercie, także liczę, że dostanę odpowiedź.

Pozdrawiam, 
Ksawery


~~~~

Poznań, 16 marca 2009 roku

Cześć,
Zapewne nie uwierzysz, ale nawet nie zorientowałam się, że zgubiłam dowód. Gdy ujrzałam go w kopercie z twoim listem byłam totalnie zdziwiona i sprawdziłam w portfelu i naprawdę go tam nie było. Gdyby nie Ty, to przeszukałam bym któregoś dnia całe mieszkanie w poszukiwaniu tego cholernego kawałka plastiku. A wtedy musiałabym naprawdę wyrobić go po raz.. trzeci! Jeden już zgubiłam, chociaż mam go dopiero od niecałego roku.
Nie mam pojęcia, czy kiedyś się spotkamy, nawet Cię nie znam. Nie mam twojego zdjęcia, a powiem szczerze odpisuje po to, by je dostać. Wtedy będę wiedziała, czy wtedy widziałam Ciebie, czy nie.  Naprawdę chcesz mi wysłać kartką na urodziny? Jak tak, to ja jeszcze poproszę do tego dużą czekoladę i jakąś fajną książkę, co o tym sądzisz? 
Warszawa to strasznie duże miasto, jeśli mieszkasz tam na co dzień, to serdecznie Ci współczuję! Chyba dwa razy musiałam się wracać, bo źle skręciłam, nie mówiąc już o pytaniu ludzi o drogę. A pojechałam tam tylko na jeden dzień, chcąc załatwić parę spraw, a wyszło na to, że ledwie się wyrobiłam i biegłam na pociąg. Mój Poznań owszem jest duży, ale zawsze wszędzie zdążę i nie mam problemu z dojściem gdziekolwiek ,a ludzie którzy tu przyjeżdżają też nie. Może kiedyś sam się przekonasz, że Poznań to miasto bardziej przyjazne ludziom z innych stron Polski, niż Warszawa.
Teraz to ja czekam na odpowiedź od Ciebie i zdjęcie, które w sumie obiecałeś. Kto wie, może ja też Ci wyślę jakieś moje. Wtedy będziesz mógł się w nie wpatrywać tyle, ile tylko będziesz chciał i nie będzie potrzebny do tego mój dowód, który chciałeś zatrzymać sobie od tak. A mnie ta dziwna baba wzięła by za jakąś idiotkę, bo drugi raz w ciągu trzech miesięcy udałabym się do niej w tej samej sprawie.

Czekam na zdjęcie!

Pozdrawiam,
Emilia




___

Rozdziały będą się składały tak jak ten z dwóch listów. Przynajmniej jak na razie tak jest do 5 rozdziału. Mam nadzieję, że spodoba wam się to opowiadanie, bo wiem, że jedną wierną czytelniczkę, Rox już mam :*

Pozdrawiam, Irmina 

środa, 13 czerwca 2012

Prolog,


 12 kwietnia 2012 rok, Poznań
Witaj Ukochany,

Zawsze lubiłam czytać listy od Ciebie, a teraz to ja piszę, choć nie dostaję odpowiedzi po raz kolejny. Wiem, że Cię skrzywdziłam. Zrobiłam coś, czego nigdy nie powinnam i za to cię przepraszam. Przepraszam w sumie już po raz kolejny. Wiem, że czytasz moje listy. Po prostu lądują w twojej szufladzie, a ty nie chcesz przyznać, że za mną tęsknisz. Nie chcesz odpisać, bo doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że gdy to zrobisz, to wszystko wróci. Uciekasz przed pięknymi wspomnieniami, pamiętając o złych. 
Tęsknie za tobą. Za wszystkim, co nas łączyło... Sama wszystko zepsułam, wiem. Nie mogę mieć do Ciebie pretensji o to. To wszystko moja wina.
Dlatego to już ostatni list. Zacznę w końcu nowe życie, nie łudząc się, że pewnego dnia mi wybaczysz. Pamiętaj jednak, że zawsze Cię kochałam... 


Twoja na Zawsze...



Nie wiem co sprawiło, że otworzyłem pudełko z jej pierwszymi listami. Było ich tak dużo. Kiedyś mieszkaliśmy w dwóch częściach Polski.. Oboje poznaliśmy się przypadkiem, gdy zgubiła dowód w Warszawie, a ja wysłałem jej go pocztą... I tak zaczęła się nasza znajomość, która z czasem zmieniła się w coś poważniejszego... Tylko dziś nie ma już nic. Zostały listy, do których mogę wracać...



***

Parę dni temu wysłałam mu ostatni list. Czas wyrzucić go z mojego życia. Jego i wszystkie listy, które mi wysłał. Zanim je wyrzucę, to jednak je przeczytam. Może on właśnie robi to samo?

Bohaterowie.


Emilia 






Ksawery